Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
  Offline
PostNapisane: poniedziałek, 30 maja 2011, 10:21 

Dołączył(a): piątek, 7 stycznia 2011, 14:37
Posty: 304
Pelikan MK10 (by Pewex)

Pióro warte majątek. W 1981r kosztowało 7 albo 8 dolarów. Kupione w Pewexie, ówczesnej oazie zaopatrzenia w towary normalne w cywilizowanym świecie, a luksusowe w Polsce. Było to miejsce niebezpieczne, podobno niektórym klientom - jednocześnie zdesperowanym i roztargnionym - zdarzało się prosić tam o azyl. Kwota 7 dolarów, przeliczona po czarnorynkowym kursie (wówczas jedynym realnym), to była równowartość 1/3 miesięcznych zarobków. Zdecydowałem się na Pelikana, bo było to jedno z tańszych piór w ówczesnej ofercie Pewexu. Także dlatego, że Pelikan, to była legendarna marka znana z opowiadań babci, która przed II wojną światową często jeździła służbowo do Berlina. Była pielęgniarką w małym wielkopolskim miasteczku, a w istniejącym do dziś paszporcie ma pełno niemieckich stempli kontroli granicznej.

Kupując taką rzecz czuło się wszechogarniające zadowolenie, niezapomniany błogostan. Patrzcie ludziska, ja mam, a wy nie macie! Ach, cóż to za luksusowe pióro, teoretycznie warte tyle, co garść chińczyków! Teoretycznie, bo chińskich piór w sklepach nie było (w sklepach generalnie nie było niczego). Cieszył się człowiek, jak głupi z bateryjki. Pierwsze pióro nie chińskie, nie koreańskie, nie polskie, nie enerdowskie - po prostu cud, miód, malina. Pewnie trzeba było żyć w tych durnowatych czasach, aby zrozumieć emocje towarzyszące takim zakupom. Ale te radości wcale nie powodują tęsknoty za czasami dostarczającymi tak ekstremalnych przeżyć za głupie 7 dolarów.

Po wstępie ogólnohistorycznym wracamy do naszego pióra.
Nie pamiętam, jak było zapakowane, ale chyba nic specjalnego, zwykły blister. Gdyby było to jakieś pudełko, to przecież miałbym je do dzisiaj. No więc rozrywam nieśmiało blister, bo jednak ciężko się niszczy cudowne opakowanie cudownej rzeczy. Blister rozerwany, pióro w dłoni. Ściągam skuwkę. Uczucie dziwne, bo ona ani nie na gwint, ani nie na zatrzask. Po prostu wciskana z rosnącym oporem . Jednak to proste rozwiązanie było mocne i pewne. Po 30 latach plastik ani się nie rozciągnął, ani nie zmienił właściwości, skuwka nadal mocno trzyma. Z tym, że nie była zbyt często używana. Ale o tym dalej. Skuwkę mamy zdjętą, teraz czas zatankować atrament. No i tu kupa kompletna. Mając doświadczenia z piórami z demoludów próbuję je rozkręcić, a tu nic. Egzemplarz najwyraźniej felerny. Jako dziecię komuny, bez kontaktu z cywilizowanym światem, bez kontaktu ze starymi piórami, nie miałem zielonego pojęcia o istnieniu piór tłoczkowych. Problem zwiększał fakt doskonałego spasowania części pióra. Na korpusie - bez przyjrzenia się z lupą - nie można było dostrzec jakiejkolwiek szczeliny wskazującej na istnienie pokrętła tłoczka.
Jak niepyszny wróciłem do Pewexu z pytaniem, jak uruchomić to pióro. Zapewne nie byłem pierwszy z takim problemem, bo pamiętam jak panie mocno rozbawione pytaniem zademonstrowały mi zasady działania mechanizmu. Towarzyszyło temu kolejne olśnienie, że istnieje coś tak wyrafinowanego.
W domu przystąpiłem do napełniania oryginalnym niebieskim Pelikanem. Kilka lat wcześniej, gdy gierkowska gospodarka jeszcze jako tako funkcjonowała, "rzucano" do zwykłych sklepów importowane towary. Jednym z nich były atramenty Pelikana. Kupiłem wówczas kilka flaszek z czarnym i niebieskim atramentem. Zatankowałem. Nadal pamiętam tę rozkosz kręcenia tłoczkiem.
Próba pisania. Jest bardzo fajnie. Drogocenne pióro śmiga po papierze, pewnie zostawia na papierze cienką kreskę. Żadnych zastrzeżeń, po prostu ekstaza. Piszę, piszę i nagle… spod stalówki spływa łza. Na papierze zostaje kleks. Historia powtarza się co rusz. Następnego dnia to samo. Za tydzień bez zmian. Nie pomaga zmiana atramentu. Pióro moczy się jak niemowlę - często i obficie.

A rachunek z Pewexu zginął. Nie ma jak zgłosić wady pióra.

Okazało się, że była to wada serii. Wykładowca na uczelni także chciał się dowartościować i jego Pelikan też ciekł.

Tak więc pióro wylądowało w jakiejś szufladzie. Ból serca i kieszeni był ogromny.

Co kilka lat sprawdzałem, czy może coś się w Pelikanie odmieniło. Ale niestety, moczył się dalej. Zastanawiałem się czy go nie wyrzucić, później czy go nie wystawić za złotówkę na allegro z pełnym opisem jego przypadłości.
Przez forum "najstarsze i największe" trafiłem do grona osób mocno zainteresowanych piórami. Z powodów tych samych, co wiele innych osób, wylądowałem na forum ciut młodszym, jednak dużo sympatyczniejszym. Dopiero tu zorientowałem się, że kolega Dexter nie tylko zajmuje się modelarstwem, nie tylko bierze udział w wojennych inscenizacjach, ale jest także jest przysięgłym ptakolubem z praktyką z preparowaniu, a raczej reanimacji ptaszysk.

No i tu zaczyna się historia pióra

Pelikan MK10 (by Dexter).

Pióro pofrunęło do Dextera. Aby mu nie było smutno lot odbył się w towarzystwie staruszka ze złotą stalówką. Stalówką złotą, delikatnie fleksującą, ale mocno spatynowaną, smutną. Dexter nieopatrznie pochwalił się, że umie takie stalówki przywracać do pełnego blasku, więc skorzystałem z okazji i dołączyłem je do Pelikana. Krótko powiem tylko, że efekt oczyszczenia i wybłyszczenia stalówki jest rewelacyjny, nie spodziewałem się takiego lśnienia. (Dexter, wklej gdzieś zdjęcia stalówki przed i po zabiegu.)
Prosty staruszek, śmierdzący starymi oponami, którego największą zaletą była złota stalówka, promieniuje teraz wyglancowanym dziobem.

Wracamy do Pelikana. Opisałem mu co dolega ptakowi. Odpowiedział mi, że niestety, to technologiczna przypadłość tych piór. Ciekną, bo lubią. Ma kilka takich i więc zna sprawę. Obejrzy moje pióro, pogrzebie we wnętrznościach, ale wcale nie musi być mu od tego lepiej. Pióro wysłałem, wkrótce (zdumiewająco szybko) otrzymałem przesyłkę powrotną.


Z naprawionym Pelikanem byłem ostrożny. Pamiętając, że namiętnie ciekł, zatankowałem go atramentem w moim przekonaniu gęstym, czyli niebieskim Pelikanem. I kicha, pióro nie chciało ruszyć, a gdy ruszyło, to często przerywało kreskę. Pióro starannie wypłukałem i zalałem niebieskim Parkerem. Nie było wiele lepiej. Kolejne płukanie i napełnienie Watermanem Florida Blue, świetnie się spisującym w innych piórach. I dopiero wówczas pióro zaczęło płynąć po papierze. Cienka, pewna kreska, bez żadnych niespodzianek. Cały czas czekałem, aż spod stalówki spłynie na papier kropla atramentu. A tu nic. Nawet machając piórem trudno sprokurować kleksa. Po Watermanie napełniłem pióro moimi samoróbkami - rezultat wyśmienity. Po kilku dniach wróciłem do niebieskiego Pelikana. Tym razem nie było jakichkolwiek problemów. Może nastąpiło "dotarcie" pióra? Nie potrafię wyjaśnić początkowych kłopotów, pozostaje cieszyć się, że jest świetnie.

Jednym słowem całkowite przeobrażenie pióra. Miałem luksusowe (jak wszystko z Pewexu), bajecznie drogie pióro (jak wszystko kupowane za komuny za dolary), którego nie można było jednak używać przez jego namiętną skłonność do kleksów. Teraz mam skromne, taniutkie , ale za to świetnie piszące pióro.

Spytałem Dextera jak to się stało, że niemieccy robotnicy nie potrafili sobie poradzić z poprawnym złożeniem pióra w warunkach fabrycznych. Dysponowali wszystkim co potrzeba, a mimo to seria była felerna. On natomiast dał sobie radę . Odpowiedział, że może ptaszyska go lubią. Coś w tym musi być.

Na koniec kilka słów opisu pióra.

Czarne, ze złoceniami. Na stalówce i klipsie logo firmy. Na pierścieniu skuwki napis PELIKAN - GERMANY.
Okienko na podgląd poziomu atramentu ciemnoniebieskie. Skuwka pewnie trzyma na wcisk, ale bez zatrzasku. Równie mocno trzyma się usadowiona z tyłu pióra.

Stalówka pisze cienko (dla mnie to niezbyt wielka zaleta). Ładnie płynie po papierze. Gdy pióro przycisnąć, to stalówka fleksuje w granicach od F do M. Ale w codziennym pisaniu należy traktować ją jako regularną efkę, o dosyć suchej kresce. Wszystkie próbowane atramenty ładnie cieniują.

Wymiary:
Długość bez skuwki - 125 mm
Długość ze skuwką - 133 mm
Długość ze skuwką założoną z tyłu - 143 mm
Ciężar - lekkie jak piórko, chyba najlżejsze z moich piór (a wolę cięższe).

Plastik po 30 latach w bardzo dobrym stanie. Ale przecież pióro nie było niemal w ogóle używane.

Byłoby dobrze, gdyby Dexter - nasz forumowy doktor Dolittle - uzupełnił moją relację kilkoma słowami z frontu walki z ptasią grypą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
  Offline
PostNapisane: poniedziałek, 30 maja 2011, 10:49 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 2 lutego 2011, 11:17
Posty: 4503
Tytuł użytkownika:: Spamer of The Year 2013
Fajowa recenzja, a właściwie opis Twoich perypetii z tym piórem :)

A Pewex zawsze już będzie mi się kojarzył z oryginalnymi Levis'ami, Wrangler'ami, markowymi trunkami, gumami do żucia Donald i....drżącymi jak u deliryka spoconymi dłońmi kolegi kupującego winylową jeszcze płytę Rainbow :lol:

_________________
Lepiej piórem pisać bzdury, niż mądrości z klawiatury.


Góra
 Zobacz profil  
 
  Offline
PostNapisane: poniedziałek, 30 maja 2011, 10:54 
Avatar użytkownika
Rada Jedi

Dołączył(a): środa, 3 listopada 2010, 00:06
Posty: 9899
Lokalizacja: Dolina Muminków
Tytuł użytkownika:: Zła Buka
A prosze bardzo, co prawda fotki takowe już funkcjonują w temacie "Blask stalówki:
viewtopic.php?f=19&t=752
jednak na życzenie właściciela piórka, podaję je w tym temacie.

Przed:

Obrazek

Po:

Obrazek


Co do Pelikana, to popracowałem troszeczkę przy dziobie. Udało się zlikwidować nadmierne pobieranie atramentu, lecz obawiam się że stalówka może wracać do poprzedniego ułożenia. Oby nie.
Może ptaszory po prostu odwzajemniają mi uczucia ? ;)

_________________
Rzuć mnie wilkom na pożarcie a wrócę dowodząc watahą.


Góra
 Zobacz profil  
 
  Offline
PostNapisane: poniedziałek, 30 maja 2011, 12:15 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 12 listopada 2010, 19:44
Posty: 677
Lokalizacja: Wrocław
Piękna historia, fajne piórko :)

_________________
ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
  Offline
PostNapisane: niedziela, 11 września 2011, 04:00 
Avatar użytkownika
Rada Jedi

Dołączył(a): środa, 3 listopada 2010, 14:00
Posty: 1562
Lokalizacja: LDN
Tytuł użytkownika:: Dr. Frankenpen
Juz drugi raz czytam sobie te recenzje i za kazdym razem podoba mi sie coraz bardziej - a szczegolnie rys historyczny bo przypomina mi to jak dostalem moje pierwsze powazne pioro, tez Pelikana. Byl to czarno-bialy M100, w komplecie z dlugopisem. Kupione w Pewexie, ktory po 1989 r. chylil sie juz ku upadkowi. Z jednej strony bylem troche rozczarowany prezentem bo jako dzieciak slyszalem tylko o Parkerze i chcialem Parkera. Ale w Pewexie mieli tylko pioro kulkowe (teraz wiem, ze to byl Vector) to dostalem Pelikana. I absolutnie nie zaluje bo komplet byl odjechany, piorko fantastycznie pisalo, rzadko trzeba bylo je napelniac i wszystkie dzieciaki w klasie mi zazdroscily :D No i pudelko typu hard case swietnie chronilo komplet w moim uczniowskim plecaku. Sorry za OT, ale wspomnienia odzyly ;-)

inky

_________________
Moderator-Widmo
Obrazek
Milch und Apfel zusammen?
Natürlich.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

kraków kuchnie na wymiar
Skocz do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
phpbb3 1 styles alveo